Co pokazuje najnowszy Tygodnik Gospodarczy PIE (13.08.2026) o rynku pracy
Samozatrudnienie 2026 Polska to temat, który coraz częściej pojawia się nie w kontekście przedsiębiorczości, a presji na pracowników. Polski Instytut Ekonomiczny w Tygodniku Gospodarczym z 13 sierpnia 2026 r. zwraca uwagę, że rejestrowanie, zawieszanie i zamykanie jednoosobowych firm w Polsce nie zawsze ma cokolwiek wspólnego z prowadzeniem samodzielnego biznesu.
Eksperci PIE wprost piszą, że niektóre JDG powstają w związku z przejściem z etatu na kontrakt B2B, niekiedy na oczekiwanie pracodawcy, a taka zmiana może służyć ograniczeniu kosztów zatrudnienia, a dla części osób zgoda na tę formę współpracy może być warunkiem pozostania na rynku pracy. To kluczowy fragment raportu – bo oznacza, że dla wielu ludzi "własna firma" nie jest wyborem, a warunkiem zachowania dochodu.
Co ważne, PIE podkreśla ograniczenia statystyczne tego zjawiska: wszystkie te przypadki są traktowane jako działalność gospodarcza, mimo że nie zawsze oznaczają rozwijanie samodzielnego biznesu, a dostępne dane nie pozwalają określić skali zależnego samozatrudnienia. Innymi słowy – nikt dokładnie nie wie, ile osób w Polsce "prowadzi firmę" tylko na papierze.
Instytut wskazuje też konkretne przyczyny tego trendu: na decyzje o założeniu, zawieszeniu lub zakończeniu działalności mogły wpływać zmiany wprowadzone w ostatnich latach, w tym zmiany zasad ustalania i odliczania składki zdrowotnej oraz wzrost płacy minimalnej, przekładający się na koszty zatrudnienia pracowników i wysokość części preferencyjnych składek przedsiębiorców. Dla pracodawcy przejście pracownika na B2B to często najprostszy sposób na obniżenie kosztów – składki ZUS i podatki przenoszą się wtedy na drugą stronę umowy.
Podobny mechanizm od dawna opisują analitycy rynku pracy. Jak zauważa jeden z ekspertów cytowanych przez OKO.press, szybki wzrost wynagrodzenia minimalnego w połączeniu z osłabianiem instancji kontrolnych może prowadzić do wymuszania samozatrudnienia i nadużywania umów cywilnoprawnych.
Co to oznacza dla pracownika zmuszanego do "przejścia na B2B"
Tu zaczyna się realny problem dla zwykłego człowieka. Gdy pracodawca proponuje "przejście na kontrakt", pracownik zwykle słyszy jedną liczbę – kwotę na fakturze – bez kontekstu rynkowego. Nie wie, czy to jest oferta powyżej, czy poniżej realnych stawek w jego branży i regionie.
To jest właśnie haczyk negocjacji w ciemno: bez dostępu do aktualnych widełek płacowych trudno ocenić, czy "kontrakt B2B" to korzystna zmiana formy rozliczenia, czy w praktyce ukryta podwyżka kosztów po stronie pracownika – bo to on zaczyna płacić pełny ZUS, składkę zdrowotną, księgowość, a często też traci urlop, L4 i ochronę przed zwolnieniem.
Warto wiedzieć, że sama kwalifikacja takiej współpracy nie jest dowolna – w 2026 r. obowiązują konkretne kryteria oceny, czy dana forma współpracy nie jest w rzeczywistości stosunkiem pracy. Prawnicy opisują to jako test 4 kryteriów z art. 22 Kodeksu pracy oraz 10 sygnałów ostrzegawczych, które PIP i ZUS biorą pod uwagę przy kontroli. Jeśli firma narzuca godziny pracy, miejsce wykonywania obowiązków i wyłączność, a jedyną różnicą względem etatu jest faktura – ryzyko przekwalifikowania umowy (i konsekwencji finansowych dla obu stron) jest realne.
Ile realnie zarabia się na wymuszonym B2B w 2026 roku
Nie ma jednej stawki "za B2B" – wszystko zależy od branży, regionu i tego, czy kontrakt faktycznie odzwierciedla wyższe ryzyko i koszty przedsiębiorcy. Kilka przykładów z różnych sektorów pokazuje skalę rozbieżności:
- IT (programista mid-level, 3–5 lat doświadczenia): w Polsce ok. 14 000 PLN brutto na B2B, czyli około 3300 EUR netto miesięcznie.
- Budownictwo (stanowiska inżyniersko-kierownicze): najczęściej spotykane widełki to około 19–32 tys. zł brutto na etacie oraz około 170–280 zł za godzinę na B2B.
- Ratownictwo medyczne: przy stawce 70 zł/h (PRM) lub 90 zł/h (SOR) kontrakt B2B zaczyna się opłacać, ale to nieco więcej niż etat, ale bez urlopu,



